Każdego dnia tysiące ludzi korzysta z środków komunikacji miejskiej jadąc do szkoły, pracy itd… Wsiadłem do autobusu. Stanąłem w miejscu przeznaczonym na wózki inwalidzkie. Komfort jazdy nie trwał zbyt długo, kierowca jechał dziwnie nawet bardzo dziwnie. Jechał z dużą prędkością i przed samym przestankiem hamował, aż do tego stopnia, że ja pomimo zaciągniętych hamulców przemieszczałem się po całym autobusie. W tym miejscu może ktoś powiedzieć, ale przecież są pasy! Owszem są, ale nie zawsze są one sprawne i gotowe do użycia. Mało brakowało, a straciłbym zęby zatrzymując się na metalowej poręczy! Odniosłem wrażenie, że kierowca wiezie worki z ziemniakami zamiast ludzi. Dojeżdżając do miejsca docelowego kierowca nie opuścił mi podłogi. Mimo wcześniejszego sygnału, a na dodatek stanął za daleko od krawężnika co już całkowicie uniemożliwiało mi wyjście z autobusu. Tego wszystkiego było już za dużo, jak na jeden dzień. Wahałem się, czy nie napisać zażalenia w tej sprawie, sam nie wiedziałem co z tym faktem zrobić. W końcu zdecydowałem się złożyć zażalenie. No, i się zaczęło…
Opisałem powyższe zdarzenie, podając przy tym niezbędne informacje. Pierwsza odpowiedz jaką uzyskałem, to… „Szkoda, że dopiero teraz Pan piszę, a nie w dzień zdarzenia. Kamera monitoringu przechowuje materiał tylko przez pięć dni” Tylko, że ja pisałem dwa dni po tym, więc mam trzy dni w „zapasie” i tak też im napisałem. Po kolejnej wymianie korespondencji napisali coś takiego „W takim wypadku, będzie konieczna wnikliwa analiza materiału filmowego. Odpowiedź uzyska Pan w ciągu trzydziestu dni”. Nie ukrywam, że to mnie zaskoczyło, gdyż w poprzedni E-mailu ta sama osoba powiedziała mi „Materiał z kamery jest przechowywany tylko przez pięć dni”. Więc jakim cudem czas ten się wydłużył? ;-)
Po miesiącu przyszła odpowiedź „ W odpowiedzi na Pańską skargę, po wnikliwym przeanalizowaniu materiału, nie widzimy żadnych nieprawidłowości. Natomiast, jeśli chodzi o prędkość, to nie była widoczna z miejsca, w którym Pan się znajdował. Gwałtowne hamowanie kierowcy jest efektem tego, iż inny kierujący pojazdami zajeżdżali mu drogę. Jednocześnie informujemy Pana, iż kierowca nie poniesie żadnych konsekwencji za powyższe zdarzenie” . Napisałem odwołanie od otrzymanego pisma Nie jest prawdą, iż inni posiadacze aut zajeżdżali kierowcy drogę, ponieważ to nie miało miejsca. Skoro Państwo tak wnikliwie sprawdzili monitoring, to dlaczego nikt z Państwa nie zwrócił uwagi, nie opuścił pojazdu, że kierujący autobusem stanął za daleko od krawężnika, a także na to, iż została zwrócona mu uwaga? Niedługo po tym otrzymałem odpowiedź „ Po ponownym sprawdzeniu zapisu dostrzegamy, że nie miał Pan zapiętych pasów bezpieczeństwa, a tym samym nie podporządkował się Pan do przepisów”. W tym momencie wyszło na to że to całe zdarzenie to moja wina! Postanowiłem się ponownie odwołać. Po pierwsze nikt z Państwa nie sprawdził, czy w tym danym momencie pasy działały, a przeważnie jest odwrotnie. Po drugie ja nie muszę się znać na tym jak je zapiąć, kierowca mógłby mi pomóc. Po czym dowiedziałem się „Nasi kierowcy są mili i uprzejmi, lecz nie ma obowiązku pomóc Panu w zapięciu pasa” .
MOŻE I NIE MA OBOWIĄZKU, LECZ WYSTARCZY ODROBINA DOBREJ WOLI… BY WSZYSCY JECHALI KOMFORTOWO, A PRZEDE WSZYSTKIM BEZPIECZNIE !
Opisałem powyższe zdarzenie, podając przy tym niezbędne informacje. Pierwsza odpowiedz jaką uzyskałem, to… „Szkoda, że dopiero teraz Pan piszę, a nie w dzień zdarzenia. Kamera monitoringu przechowuje materiał tylko przez pięć dni” Tylko, że ja pisałem dwa dni po tym, więc mam trzy dni w „zapasie” i tak też im napisałem. Po kolejnej wymianie korespondencji napisali coś takiego „W takim wypadku, będzie konieczna wnikliwa analiza materiału filmowego. Odpowiedź uzyska Pan w ciągu trzydziestu dni”. Nie ukrywam, że to mnie zaskoczyło, gdyż w poprzedni E-mailu ta sama osoba powiedziała mi „Materiał z kamery jest przechowywany tylko przez pięć dni”. Więc jakim cudem czas ten się wydłużył? ;-)
Po miesiącu przyszła odpowiedź „ W odpowiedzi na Pańską skargę, po wnikliwym przeanalizowaniu materiału, nie widzimy żadnych nieprawidłowości. Natomiast, jeśli chodzi o prędkość, to nie była widoczna z miejsca, w którym Pan się znajdował. Gwałtowne hamowanie kierowcy jest efektem tego, iż inny kierujący pojazdami zajeżdżali mu drogę. Jednocześnie informujemy Pana, iż kierowca nie poniesie żadnych konsekwencji za powyższe zdarzenie” . Napisałem odwołanie od otrzymanego pisma Nie jest prawdą, iż inni posiadacze aut zajeżdżali kierowcy drogę, ponieważ to nie miało miejsca. Skoro Państwo tak wnikliwie sprawdzili monitoring, to dlaczego nikt z Państwa nie zwrócił uwagi, nie opuścił pojazdu, że kierujący autobusem stanął za daleko od krawężnika, a także na to, iż została zwrócona mu uwaga? Niedługo po tym otrzymałem odpowiedź „ Po ponownym sprawdzeniu zapisu dostrzegamy, że nie miał Pan zapiętych pasów bezpieczeństwa, a tym samym nie podporządkował się Pan do przepisów”. W tym momencie wyszło na to że to całe zdarzenie to moja wina! Postanowiłem się ponownie odwołać. Po pierwsze nikt z Państwa nie sprawdził, czy w tym danym momencie pasy działały, a przeważnie jest odwrotnie. Po drugie ja nie muszę się znać na tym jak je zapiąć, kierowca mógłby mi pomóc. Po czym dowiedziałem się „Nasi kierowcy są mili i uprzejmi, lecz nie ma obowiązku pomóc Panu w zapięciu pasa” .
MOŻE I NIE MA OBOWIĄZKU, LECZ WYSTARCZY ODROBINA DOBREJ WOLI… BY WSZYSCY JECHALI KOMFORTOWO, A PRZEDE WSZYSTKIM BEZPIECZNIE !
Komentarze
Prześlij komentarz