Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Choroba

Sanepid ostrzega przed kąpielami w fontannie!

Mimo, że najgorętsze upały już za nami. Wakacje chylą się ku końcowi, w miejskich fontannach można znaleźć amatorów kąpieli. Bulwersuje fakt, że rodzice pozwalają na chwilę ochłody w tym miejscu dzieciom. Kąpiel w fontannie może się skończyć nie tylko mandatem, ale także poważnymi chorobami. Epidemiolodzy ostrzegają, że w miejskich zbiornikach wodnych możne znajdować się kilkadziesiąt różnych drobnoustrojów. Bakterie salmonelli, gronkowca, bakterie kałowe. Na skutek kąpieli w fontannie mogą pojawić się takie dolegliwości, jak: zapalenie spojówek, grzybica stóp, zapalenie uszu, wysypka, zapalenie płuc oraz zakażenie gronkowcem. W miejskich fontannach kąpią się bezdomni, psy, a nawet szczury. Doskonałą i bezpieczną alternatywą w tej sytuacji są kurtyny wodne, które działają w wielu polskich miastach PAMIĘTAJ. POZORNIE NIEWINNA ZABAWA MOŻE SKOŃCZYĆ SIĘ SZPITALEM LUB DŁUGOTRWAŁYM LECZENIEM!

Dofinansowanie na wózek inwalidzki, zależy od kodu choroby…

Wózek inwalidzki, to jeden z najbardziej i najczęściej niezbędnych sprzętów. Sprzętów, które ułatwiają poruszanie się osobą niepełnosprawnych. Jednak koszt wózka bardzo często przekracza możliwości finansowe wózkowicza. Koszt czterokołowca   niekiedy dochodzi do 10 tyś złotych. Każda choroba bądź przypadek, to inne dostosowanie wózka, więc cena automatycznie idzie w górę. Dofinansowanie na mój półaktywny wózek wynosi 1700 zł, byłoby znacznie wyższe do 3 tysięcy, gdybym miał inny kod choroby. Gdyby nie wsparcie rodziny i przyjaciół, nigdy nie byłoby mnie stać na taki czterokołowiec. Zdarzają się ludzie niepełnosprawni, którzy żyją samotnie i utrzymują się tylko z jednej renty. W przypadku, kiedy takiej osobie jest niezbędny do dalszego egzystowania specjalny wózek (np. wspomniany półaktywny). W tym momencie taki człowiek musiałby z czegoś z rezygnować na rzecz kupna nowego wózka. Smutne to aczkolwiek prawdziwe. Niestety, takie sytuacje zdarzają się w Polsce.

Choroba brudnych jagód

Lato to czas, kiedy ludzie chodzą na spacery do lasu, by tam złapać odrobinę cienia. Podczas takich przechadzek zbiera się jagody, czy inne leśnie owoce. Często miłośnicy jagód jedzą je prosto z krzaka, To WIELKI BŁĄD. Nie umycie owoców przed spożyciem, może być groźne w skutkach. Bąblownica, bo o niej tu mowa, to choroba którą wywołuje tasiemiec bąblowiec. Nie należy jeść owoców prosto z krzaka, ponieważ mógł go „zanieczyścić” lis. W kale tego zwierzęcia „nosiciela”, mogą znajdować się pasożyty. Co równie istotne najwięcej przypadków tej choroby odnotowuje się latem. Przed bąblowicą można się ustrzec. Higiena, to podstawa.   Wystarczy także, że umyjemy owoce pod ciepłą, bieżącą wodą. Żadne zamrażanie jagód w zamrażarce nie wchodzi w grę, ponieważ jaja pasożytów odporne są na niską temperaturę. Pozbyć się ich możemy tylko za pomocą ciepłej wody.

"Piszący ptak" dla osób, które mają problemy w skutek chorób nerwowo-mięśniowych i zaburzeń neurologicznych

Długopisy, ołówki, kredki i inne przybory do pisania często trudno uchwycić i się nimi posługiwać, zwłaszcza gdy doszło np. do amputacji kciuka, części palców, zapalenia stawów w przebiegu reumatyzmu, czy osłabienia palców na skutek chorób nerwowo-mięśniowych i innych zaburzeń neurologicznych. „Ptak” pozwala na „uchwycenie” przyrządu do pisania i „kierowanie” nim w taki sposób, by móc coś napisać nie trzymając długopisu w dłoni. Jednak nie od razu zdobędziemy wprawę w pisaniu taką techniką – konieczne jest praktykowanie.

Skierowanie zostało wymuszone, stwierdził lekarz

Służba zdrowia i podejście lekarzy do pacjentów, pozostawia wiele do życzenia. Nie tak dawno ktoś z moich bliskich poważnie zachorował. W skutek czego są potrzebne dosyć częste i regularne badania tomografem komputerowym (choroba nadal postępuje). Lekarz nie za bardzo chciał dać skierowanie na badanie. Gdy się jednak zdecydował, napisał na skierowaniu drukowanymi literami „SKIEROWANIE ZOSTAŁO WYMUSZONE!” 

Lekarz na wizytę lekarską w domu – to nie takie proste !

Nie kiedy bywa tak, że choroba rozłoży nas na całego. W takim przypadku najlepiej wezwać lekarza na wizytę domową. Jednak jak się okazuje, nie jest to w cale takie proste. Poprosiłem mamę, aby zgłosiła w przychodni, że potrzebuje wyżej wspomnianą wizytę. Na miejscu okazało się, iż nie wystarczy tylko zgłosić tego w rejestracji. Trzeba ten fakt zgłosić lekarzowi przebywającemu w przychodni (mojego nie było). Lekarz, który wówczas był, na podstawie wywiadu z moją mamą, miałby stwierdzić czy taka mi się należy czy nie. Warto w tym miejscu wspomnieć, że ten człowiek nigdy wcześniej nie widział mnie wcześniej na oczy, ani ja Jego. Gdyby uznał, że wizyta domowa jest konieczna, wtedy wystawia zlecenie mojemu lekarzowi. Takie rzeczy, to tylko w Polsce….

Takiego lekarza, to ze święcą szukać

W dzisiejszych czasach ciężko jest znaleźć lekarza z prawdziwego zdarzenia. Lekarza, który jest naprawdę dobry i ma odpowiednie podejście do pacjenta, to ze świecą szukać. Od dobrych paru lat, jestem częstym gościem okulisty – podejrzenie jaskry. Jestem pod opieką naprawdę fajnego lekarza – okulisty. Człowiek ten ma naprawdę fantastyczne podejście do pacjenta. Niestety ze względu na swoją „stałą” chorobę nie jestem w stanie wykonać niektórych badań. Okulista próbuje wtedy wszystkich dostępnych możliwości aby przeprowadzić badanie komfortowo i spokojnie by nie wywoływać u mnie stresu. Jeśli mam jakieś pytania, mogę śmiało zapytać. Przede wszystkim fajne jest to, że można z tym człowiekiem normalnie w świecie pogadać, jak z kumplem  ;-) . W gruncie rzeczy jest to równie istotne, gdyż właśnie dzięki temu pacjent jest mniej podenerwowany, a i niektóre badania łatwiej człowiek przechodzi.

(Nie)zwykły uścisk

Zwykła zabawa z psem, a może sprawić komuś tyle radości. Ostatnio miałem okazje się o tym przekonać. Kiedy bawiłem się z moją sunią, podszedł do mnie kilkuletni chłopiec i obserwował Naszą zabawę. Postanowiłem więc zapytać, czy nie chce do nas dołączyć, odpowiedzieć była natychmiastowa J. Chłopiec chorował na autyzm, widać było że ta zabawa przynosi im dużo radości. Uśmiech z twarzy dziecka nie schodził, a moja sunia z minuty na minutę była coraz bardziej chętna do zabawy  ;-) . Kiedy trzeba było już kończyć wspólną zabawę, stała się rzecz niezwykła. Chłopiec podziękował mi za zabawę i przytulił się do mnie, a ja miałem poczucie, że znów choć na moment podarowałem komuś szczęście i radość, choć na chwilę  ;-) . DZIĘKI TAKIM CHWILĄ, ŻYCIE JEST PIĘKNE !

Kiedy człowiek stawia sobie cele o wyzwania, życie staje się jeszcze ciekawsze :)

Mózgowe Porażenie Dziecięce to choroba, na którą w praktyce nie znaleziono jeszcze lekarstwa. Dlatego najważniejsze dla mnie w chwili obecnej jest to, aby się  usamodzielnić i być nie zależnym od innych. Aby osiągnąć ten cel potrzebna jest ciężka, trudna i mozolna praca – rehabilitacja. Każdy nawet najmniejszy progres, przybliża mnie do tego aby ten „górski szczyt” zdobyć. Z biegiem lat wiem, że ćwiczenia w egzystencji są bardzo ważne. Każda czynność lub jakikolwiek ruch, który kiedyś był dla mnie nie do pokonania. Teraz przychodzi mi z łatwością. Każdy z nas ma jakieś cele życiowe, do których nieustannie dąży. Wiadomym jest, że czasem idzie nam to lepiej lub gorzej. Jednak mimo wszystko, warto mieć cele i wyzwania. Wtedy życie staje się jeszcze ciekawsze ;-) .

Grunt, to pozytywne myślenie

W ostatnim czasie coraz więcej ludzi myśli zbyt negatywnie. Owszem nie ma ludzi, którzy nie borykają się z jakimś z zmartwieniami, czy problemami. W takich sytuacjach trzeba zawsze myśleć pozytywnie, nie wolno postępować inaczej.  Przykład moja choroba, oswajając się z nią mogłem już dawno zamknąć się w sobie, odwrócić się od ludzi itd. A ja wręcz odwrotnie poznałem ją, wiem z czym się ją „je” . Staram się w ludziach „zaczepić” choć odrobinę tej pozytywnej energii, wtedy życie jest piękniejsze.  Dzięki takiemu postępowaniu oraz myśleniu żyje się lepiej :).

Technika samodzielnego ubierania opanowana !

Praktyka czyni mistrzem, o to kolejny dowód ;-) . Moja choroba, a właściwie jej skutek uboczny lewostronny wylew. Sprawił on, że lewa strona mego ciała nie jest do końca sprawna. „Defekt” ten doprowadził do tego, że nie mogę nic chwycić tą dłonią, wtedy tworzą się mimowolne skurcze. Nie zwalnia mnie to jednak z ciężkiej pracy i udoskonalaniem swoich umiejętności. W ostatnim czasie opanowałem technikę samodzielnego ubierania się co znacznie ułatwiło mi już życie, ponieważ nie jestem już zależy od innych ;-) . Niby taki drobiazg, a cieszy szalenie ;-) .

Człowiek uśmiechnięty, to człowiek szczęśliwy :)

Mimo iż jestem wózkowiczem, mam „dysfunkcje” w postaci choroby. Nie przeszkadza mi to w byciu człowiekiem szczęśliwym i uśmiechniętym. Uśmiechając się codziennie do ludzi napotkanych gdzieś po drodze. Poprawiam nie tylko sobie humor, ale także im. Przynajmniej mam taką nadzieje ;-) . Wiadomo czasem los rzuca kłody pod nogi, ale wtedy przychodzi myśl „Co nas nie zabije, to nas wzmocni” i dzięki temu jestem mądrzejszy na przyszłość ;-) . W życiu każdego człowieka, także wózkersa są wzloty i upadki, lecz w takich momentach ogromnym wsparciem dla mnie moi najbliżsi przyjaciele i rodzina.

Poprawa artykulacji mowy i nie tylko … - praktyka czyni mistrzem

Jednym z efektów mojej choroby jest lewostronny wylew, czego skutki „towarzyszą” mi po dziś dzień. Jednym z nich jest utrudniona artykulacja mowy. Często obawiałem się iż nowo poznane osoby lub ludzie spotkani na ulicy nie będą wstanie mnie zrozumieć. Tak było kiedyś… Dziś już znalazłem na to sposób DUŻO MÓWIĆ ! ;-) . A że ja należę do osób, które zawsze mają coś do powiedzenia ;-) . Moja mowa na chwilę obecną znacznie się poprawiła, co najważniejsze ja się z tym lepiej czuje. Drugim efektem ubocznym wylewu jest niesprawna w 100% lewa ręka, kiedyś nie byłem w stanie nic z nią zrobić. Na dzień dzisiejszy  mogę nawlec igłę na nitkę. Wszystko to wymagało ode mnie wielu treningów i mnóstwo cierpliwości, ale jak widać PRAKTYKA CZYNI MISTRZEM !  ;-)

Niepełnosprawność może być "nauką" dla innych

Dobrych parę lat temu temat niepełnosprawności był tematem tabu. Do tego stopnia, że rodzina mająca osobę niepełnosprawną, nie pokazywali Jej, wstydzili się, bali się opinii innych ludzi. Zamykali się w domach. Dlatego dzisiejsze „starsze” pokolenie nie wie jak ma z nami rozmawiać, czy jak zachować się w Naszej obecności. Dlatego zacząłem mówić o swojej chorobie otwarcie (nie było mi łatwo, potrzebowałem czasu). Dziś choroba ta nie ma dla mnie tajemnic. Ludzie, z którymi się spotykam są ciekawi mnie, mojej choroby i życia. Często słyszę … „Ja, powinienem uczyć się od Ciebie, a nie Ty ode mnie. Dziękuje Ci”. Dzięki takim rozmową ludzie uczą się czegoś nowego. Czegoś co wdrożą w swoje życie i co pomoże  im w kontaktach z osobami niepełnosprawnymi. CZŁOWIEK UCZY SIĘ CAŁE ŻYCIE 

Wiara pomogła mi zrozumieć

Kiedy się urodziłem okazało się wówczas, że jestem chory na mózgowe porażenie dziecięce. Miałem lewostronny wylew, którego skutki widoczne są do dnia dzisiejszego. Lekarze dawali mi znikome szanse na przeżycie… Mówili wtedy: „Jak przeżyje, to nie będzie mówił, słyszał… będzie roślinką”. Wiara moich rodziców oraz mojej rodziny była tak wielka, iż z pomocą Pana Boga – żyje ! I dałem radę przezwyciężyć te wszystkie trudności, o których mówili lekarze. Będąc małym chłopcem, zapytałem kogoś z moich bliskich „Czemu tak jest, że ja nie mogę chodzić?” Wtedy byłem w takim wieku, że ciężko mi było to zrozumieć. Lata mijały, ja dorastałem i sam zacząłem poznawać tajniki swojej choroby na czym ona polega, jakie są jej przyczyny oraz skutki. Z tą chorobą miałem również „niemiłe wspomnienia”, kiedy szedłem ulicą, ludzie bali się do mnie podejść, tłumacząc się tym, że się ode mnie zarażą. „Przełom” nastąpił w 2001 r., kiedy to 26 maja przystąpiłem do Pierwszej Komunii Świętej, wtedy to moja wiar...