Dziś
w moim cyklu „Bliżej Gwiazd”, goszczę polskiego aktora
Philippe’a Tłokińskiego. Philippe udzielił mi wywiadu pt. „FPFF
w Gdyni, to Nasze małe Cannes”. Wywiad zrealizowany został w
czasie odbywającego się niedawno 44. Festiwalu Polskich Filmów w
Gdyni.
J.R: Za nami 3 dzień 44. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w
Gdyni. Jakie są Twoje wrażenia? Być może niespodzianki lub
rozczarowania?
Philippe
Tłokiński: Atmosfera jest co roku ta sama, tylko pogoda jest nieco
inna. Cieszę się, że towarzyszy nam dziś choć odrobinę słońca.
W tym roku są bardzo dobre filmy, bardzo mi się podobał film
Agnieszki Holland „Obywatel Jones”. Widziałem również jedną,
długą i epicką metaforę filmową z filmem „Dolina Bogów”. W
przypadku jednej długiej metafory, ciężko jest się jednoznacznie
wyrazić. Podobał mi się ten film. Chciałbym zobaczyć jeszcze
„Ikar – legenda Mietka Kosza”, „Boże Ciało”. Zawsze
wydaje się, że gdy jesteś na festiwalu, to zobaczysz wszystkie
filmy. Jednak okazuje się, że masz obowiązki z filmem, który jest
w konkursie. Chciałbym być jurorem, wtedy zobaczyłbym wszystkie
filmy (śmiech).
„Kurier”
to film, który startuje w konkursie głównym festiwalu. We
wspomnianej produkcji wcielasz się w Jana Nowaka
– Jeziorańskiego, czyli w główną postać filmu. Trzymałeś się
sztywno roli, czy „przemyciłeś” coś od siebie?
F.T: Przeważnie z siebie. Wizerunek postaci nie jest znany publiczności. Nie było więc żadnego priorytetu, z punktu widzenia produkcji lub reżysera, aby odtworzyć postać Jana Nowaka – Jeziorańskiego takim, jakim był. To jak się poruszał, czy jaką miał wymowę. Absolutnie tym się nie przejmowaliśmy, publiczność zna Jana Nowaka- Jeziorańskiego jako starszego Pana, do którego, z resztą, nie jestem jeszcze podobny (śmiech). Treść była dla mnie głównym bohaterem tego całego filmu, by pozostać wierny toku rozumowania głównego bohatera, jego opinii. Chciałem aby wszystko było zrównoważone. Jan Nowak – Jeziorański miał ogromne poczucie paradoksu, wiedział że rzeczy nie są tylko białe lub czarne. Rozważał wszystkie odcienie szarości, które są pod odmiennymi opiniami. Był szalenie inteligentnym człowiekiem. Jeżeli chodzi o postać, to właśnie to próbowałem wyrazić. Natomiast jeżeli chodzi o mnie, to cała reszta. Miałem dużą frajdę z tego, że mogłem se pobiegać, się poturlać pod pociągami i postrzelać – kino akcji. Pojawiło się porównanie do Jamesa Bonda, ale to nie jest ani ta postać, ani ten budżet… Mimo wszystko jest to kino akcji i marzenie z dzieciństwa każdego faceta. To zabrzmi okrutnie, ale każdy facet jest trochę dzieckiem, któremu dać pistolet i się cieszy…
Czy podczas powstawania filmu, była jakaś scena szczególnie dla Ciebie trudna?
Na pewno najtrudniejsza była scena związana z treścią. Mam tu na myśli Komenda Główna AK i epickie kwestie, które tam padają. Tym bardziej, że na ekranie towarzyszyli mi mistrzowie polskiego aktorstwa: Mirosław Baka, Adam Woronowicz, Zbigniew Zamachowski, Mariusz Bonaszewski, itd. Wszystkie aktorskie bestie, a Ty po prostu siadasz i musisz to udźwignąć. Zdawałem sobie sprawę, że w zależności od tego, jak to będzie zagrane, może wyjść jakieś zakłamanie historyczne. Do dzisiaj kulisy powstania, to temat, który wzbudza emocje wśród Polaków. Nie jest to byle jaki temat, bardzo łatwo można przegrać te kwestię. Dlatego, że mogłaby ona zabrzmieć w jednoznaczny sposób. Są to kwestie, które jak zagrasz jeden do jednego, to zabrzmią one czysto heroicznie, a to nie o to chodzi.
Jak
sam wspomniałeś, grałeś u boku kwiatu polskiej sceny. Można
powiedzieć, że była to „żywa” lekcja aktorstwa.
Wszyscy
samą swoją obecnością byli dla mnie wsparciem i taką aurą przy
odegraniu tych scen. Przykładowo,
Mirosław Baka!!! Właściwie ciężko to opisać, ale « wymiana
spojrzeń »… Siedząc przy tym stole i wypowiadając moje kwestie.
Patrząc na tego aktora, nie wypowiadającego ani jednego słowa,
tylko patrzącego na mnie – słuchał co mówię i grał za mnie.
Dawał mi wiele emocji, bo to jest właśnie taki aktor. Jest to
człowiek, który będzie nawet poza kadrem i będzie fantastycznie
grał. Pamiętam to przeszywające spojrzenie Mirosława Baki jako
właśnie
« żywa
lekcje aktorstwa ». I takich lekcji było
dużo.
Każdy z nich na swój sposób jest mistrzem.
W
tym roku na festiwalu mamy naprawdę fenomenalne filmy „Boże
Ciało” Proceder” itd. Czy mimo to dzisiejszą publiczność
trudno jest zadowolić? Mimo to, że jest tyle genialnych produkcji.
Zklada to brak zadowolenia widza, a nie odnoszę takiego wrażenia… Niemniej, wczoraj rozmawiałem z Małgorzatą Zajączkowską i doszliśmy do takiego wniosku… W sumie bardziej ona, ale muszę się z nią zgodzić. (śmiech) W dzisiejszym świecie mam wrażenie, że postrzegamy inaczej filmy, tak jak postrzegamy inaczej nasz świat. Często spotykam się tu na festiwalu z opinią, że ten film jest za długi. A filmy te nie są dłuższe o tych, co były robione kiedyś. Zastanawialiśmy się, czy nie patrzymy przez pryzmat mediów społecznościowych, seriali czy krótkich form na YouTube lub Instagramie. Czy to właśnie nie sam sposób oglądania filmów się zmienił bardziej niż cokolwiek innego. Może brak nam cierpliwości? Może przyzwyczailiśmy się do bardziej dynamicznego oglądania filmów? Mi to jeszcze aż tak bardzo nie przeszkadza, nie miałem zastrzeżenia takiego, że filmy są za długie. Ale jestem gotów zrozumieć tę uwagę… Dolina Bogów to najdłuższy film jaki dotąd tu widziałem. Rzeczywiście, trudno jest się tam złapać jakiejkolwiek narracji. Ale jestem zadowolonym widzem, i znam tylko takich, więc trudno mnie o to pytać (śmiech).
Festiwal
Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, to dla mnie….?
Największa impreza filmowa w Polsce, święto kina. Nasze małe Cannes! Czerwony dywan też jest, morze, media… Rzeczywiście, jest cała aura gali, bankietów – przy okazji zbiera się cała branża. Z mojego punktu widzenia, jest to okazja spotkać ludzi, których normalnie w ciągu roku nie mam możliwości.
WSZELKIE PRAWA DO PUBLIKACJI WYWIADU ZASTRZEŻONE !
Komentarze
Prześlij komentarz