Dziś w moim cyklu „Bliżej Gwiazd”, goszczę Piotra Kraśko. Dziennikarza, prezentera oraz współprowadzącego „Dzień Dobry TVN”, a teraz "Fakty TVN". Kraśko udzielił mi wywiadu pt. „W telewizji nastąpiła ogromna zmiana technologiczna”
Młodym ludziom byłoby ciężko wyobrazić sobie, jak skomplikowane było niegdyś nadanie materiału. Nie mówię tutaj o zamierzchłych czasach. Kiedy w 2004 roku zdarzyło mi się relacjonować kampanie wyborczą w Stanach, pojechaliśmy na ranczo ówczesnego prezydenta Georga Busha do miejscowości Crawford w stanie Teksas. Trzeba było polecieć do Austin, stolicy stanu Teksas, stamtąd cztery godziny jazdy samochodem do Crawford. Na miejscu miało się tylko kilka godzin na zrobienie zdjęć. Po czym wracało się ze zdjęciami do Austin. Wtedy w czasie rzeczywistym wgrać to wszystko do komputera. Jeśli nagranie miało godzinę, to tyle samo trzeba było czekać. Następnie musiałeś to zmontować. To kolejna godzina. Wtedy musisz sprawdzić, gdzie w okolicy jest duża amerykańska stacja telewizyjna i zapytać, czy mają dostęp do satelity. Jeśli tak, to musiałeś skontaktować się z redakcją w Warszawie, zapłacić kilkaset dolarów i nadać materiał. To było bardzo drogie, bardzo pracochłonne i bardzo czasochłonne.
Dzisiaj podłącza się do kamery telefon komórkowy i wysyła. Możesz nadawać na żywo bez wielkiego wozu satelitarnego niemal z dowolnego miejsca na świecie. W początkach powszechnego internetu krótki, trzy-minutowy materiał wysyłało się całą noc. To i tak był postęp, bo mogłem wysłać go od siebie z domu, ale wciąż trwało to bardzo długo. To co dzieje się teraz to gigantyczna zmiana technologiczna.
Pracując w TVP byłeś tam, gdzie toczy się wojna. Jak te wydarzenia zmieniły Ciebie i Twoje życie?
Bardzo. Może to co powiem, będzie zaskakujące, ale po pewnym czasie ciężkie stają się powroty do normalności Kiedy jest się w miejscu, gdzie ludzie przeżywają tak graniczne sytuacje - masz poczucie ogromnej wagi ich doświadczeń. Dla nich każdy kolejny poranek jest radością, że ich bliscy wciąż żyją, że nic złego w nocy się nie stało i nie było kolejnego bombardowania. Pamiętam, pracowałem z operatorem z Libanu, który opowiadał, że jak chodził do szkoły – doskonale wiedział którymi ulicami może iść, a którymi nie. Były takie miejsca, gdzie musiał iść na kolanach, albo się czołgać, bo gdyby szedł wyprostowany zobaczyliby go snajperzy. Trzeba było uważać, by nie wychylać się za wysoko, powyżej murku, który dawał szansę na przeżycie.
Wyobraź sobie, że jesteś rodzicem dziecka, które idzie do szkoły drogą, przy której codziennie są snajperzy, pragnący zabić każde idące tamtędy dziecko. Kiedy jest się tam, w tym miejscu i stoisz na tej ulicy i widzisz te dzieci – wszystko to robi naprawdę ogromne wrażenie.
Byłeś korespondentem w Rzymie. Masz jakieś wspomnienia z tamtego roku związane z Janem Pawłem II?
Bardzo dużo. Pamiętam jeden niezwykły moment, już po odejściu Jana Pawła II. Był to dzień, w którym przenoszone było ciało Papieża w trumnie z Pałacu Apostolskiego, gdzie znajdował się apartament papieski do bazyliki Św. Piotra. Był to niezwykły moment, kiedy trumna na ramionach ludzi została przeniesiona mniej więcej tą trasą, którą Ojciec Święty pokonywał w papamobile. Na placu św. Piotra było pewnie kilkaset tysięcy ludzi. Trwało to może kilkanaście jeśli nie kilkadziesiąt minut. Panowała tam idealna temperatura nie za zimno, nie za ciepło, leciutki wiatr – wszystko to robiło naprawdę ogromne wrażenie. Ale najbardziej niezwykła była cisza. Kiedy kilkaset tysięcy ludzi przez kilkadziesiąt nie wypowiada jednego słowa to bardzo wyjątkowe. Było tylko słychać delikatne bicie dzwonka. W tej kompletnej ciszy wszyscy towarzyszyli w tej ostatniej drodze Jana Pawła II do bazyliki.
Wiele tych dni było wstrząsających po odejściu Papieża. Pierwsza chwila była dla nas szokująca, bo kiedy arcybiskup Leonardo Sandri, ogłosił śmierć Jana Pawła II, użył sformułowania „Nasz umiłowany Święty, Papież Jan Paweł II odszedł do Domu Ojca”. Wtedy na Placu Świętego Piotra rozległa się burza oklasków, co w pierwszej chwili było dla nas zaskakujące. W pierwszej chwili pomyślałem, że może coś źle zrozumiałem. Może Papież czuje się lepiej? Może stan się poprawia? Dlaczego ludzie biliby brawo, skoro Papież zmarł, ale Włosi potraktowali te słowa bardzo dosłownie. Reagowali inaczej, niż My w Polsce. Mieli wrażenie, że całkiem dosłownie widzą jak Papież odchodzi do Domu Ojca.
Następnego dnia widziałem grupę Hiszpanów, którzy przyszli na Plac Św. Piotra, usiedli na wprost papieskiego okna i zaczęli śpiewać wesołe piosenki dzień po śmierci. Śpiewali takie piosenki, których Papież lubił słyszeć, przychodzili tam przez wszystkie lata pontyfikatu i grali. Teraz robili to znowu, bo wierzyli, że on z góry wciązżich słyszy. Tylko ta góra była już dużo wyżej.
Przez dwadzieścia kilka lat robiłeś twardą politykę. Twarde newsy. Aż tu nagle „Dzień Dobry TVN”. Trudno Ci było odnaleźć się w programie śniadaniowym o zupełnie innym formacie, niż „Wiadomości”?
Bardzo dobre pytanie, bo to rzeczywiście zupełnie inny format. Było to ogromne i fascynujące wyzwanie. Rzadko się zdarza by dziennikarz programu informacyjnego, mógł zostać wyjęty z tego świata przeniesiony do innego i znów do niego powrócił. Było to bardzo ciekawe doświadczenie, które myślę, dużo mi dało. Nabrałem dystansu do siebie, zupełnie innego poczucia humoru w pracy. Wspaniała jest redakcja „Dzień Dobry TVN”, ciekawe tematy i bardzo fajni ludzie.
Oczywiście, że wiele tematów jest lekkich i zabawnych, ale są też rozmowy całkiem serio. Jedną z pierwszych prowadziłem z Dalajlamą. Do naszego studia przychodzili też Donald Tusk, Radosław Sikorski, czy Andrzej Seweryn. Na kanapach często zasiadają świetni polscy lekarze, przeprowadzający przełomowe operacje. Poruszaliśmy też tak poważne tematy jak rocznica powstania w Gettcie Warszawskim. Ale były też opowieści lżejsze. Taki program musi być trochę o tym, o czym rozmawiamy po powrocie do domu z pracy. Czasem mówimy o polityce, czy epidemii, ale może częściej o tym co będzie na kolacje, co w szkole, jak w pracy i czy uda się wyjechać na wakacje.
Masz na swoim koncie kilka książek. Można powiedzieć, że seria „Świat według reportera”, to właśnie taki świat w pigułce. Jest coś, co zaskoczyło Cię przy tworzeniu tej serii?
Właściwie w każdym miejscu można być zaskoczonym. Zaskakujące było to, co zaskakiwało tych, których spotykałem. Stany Zjednoczone to fascynujący, ale przeogromny kraj. By dobrze go poznać, potrzeba sporo czasu. Spotykałem Amerykanów, którzy widzieli w życiu może pięć stanów i tak naprawdę nie do końca znali swój kraj. Większość turystów nie dociera też w takie miejsca jak Teksas, Luizjana, czy Alaska, a to niezwykłe miejsca i wspaniale było móc o nich opowiadać.
Wywiad przeprowadził i opracował: Jestem_Normalnym_Człowiekiem
WSZELKIE PRAWA DO PUBLIKACJI WYWIADU ZASTRZEŻONE!
Komentarze
Prześlij komentarz