Dziś moim cyklu „Bliżej Gwiazd”, goszczę Paweł Kołodziński polski żeglarz sportowy, olimpijczyk z Londyn 2012 oraz RIO 2016. Zawodnik Kadry Narodowej Polskiego Związku Żeglarskiego w klasie 49er. Reprezentuje klub AZS AWFiS Gdańsk.
Zapraszam do wywiadu pt. „Żeglarstwo – od zainteresowań do pasji”.
Jak wspominasz swoje początki?
Paweł Kołodziński: Moje żeglarskie początki są dosyć specyficzne. Pierwszym obozem w życiu był obóz żeglarski w Gdańsku, Górkach Zachodnich. Po zakończeniu obozu powiedziałem, że już nigdy więcej żaglówek. Byłem najmłodszy, było strasznie dużo wiatru, przestraszyłem się. Taki było pierwsze doświadczenie. Przez kolejne trzy lata doświadczyłem innych aktywności. Był obóz harcerski (bez mundurów) w lesie, pojechałem także w góry na kilkunastodniową kolonie. Ale cały czas to nie było „to coś”.
Moja Mama zawsze miała z tyłu głowy, że żeglarstwo to piękny sport. Po wakacjach w 1998 roku zapytała mnie czy nie chciałbym trafić na zajęcia do szkółki żeglarskiej Trenera Waldemara Jareckiego. Zgodziłem się. Pojechaliśmy na jedne z pierwszych zajęć na łódeczkach klasy Optymist do Jachtklubu Stoczni Gdańskiej. Gdy wchodziłem do łódki, zrobiłem to na tyle niezgrabnie, że wpadłem do wody. Znalazłem się obok łodzi. Niech rodzice początkujących dzieci pamiętają, by mały żeglarz miał rzeczy na zmianę. Ja wtedy nie miałem i zostałem odziany w pożyczone, suche rzeczy. Takie to były początki. Pomysł żeglarskiego obozu i zajęć w szkółce był mojej Mamy. Za co jestem Jej bardzo wdzięczny.
W Twojej dotychczasowej karierze zdarzały się, że miałeś nadzwyczajnie dosyć? A może ten sport wciągnął Cię na tyle, że żeglowałeś dalej?
Szczerze powiem, że wspólnie z Łukaszem żeglujemy od lat, jest to nasza forma spełnienia. Codzienna praca jest skierowana na realizację celów sportowych, które wspólnie ułożyliśmy. Na co dzień jest to mozolna praca, z dala od domu i bliskich. Ale wierzymy w to co robimy, widzimy w tym sens i przemy naprzód.
Każda dyscyplina sportowa, wiąże się z pewnymi wyrzeczeniami. Jak Ty sobie z tym poradziłeś?
Radzę sobie z tym dzięki wsparciu najbliższych. Jestem człowiekiem rodzinnym, na studiach poznałem swoją żonę – jesteśmy małżeństwem, mamy dziecko. Właśnie przy wsparciu Łucji i najbliższych, mogę pozwolić sobie na tak częste wyjazdy. Oczywiście często jest to męczące, ale wspólnie dajemy radę. Staram się być dla Niej podporą w Jej dział.
Sport sportem, ale przyjdzie kiedyś taki czas, że trzeba będzie zrezygnować. Można zatem zaryzykować stwierdzenie, że swoją dalszą przyszłość, nadal będziesz wiązał z wodą?
Zdecydowanie tak. Jestem z Gdańska, urodziłem się i wychowałem nad Zatoką Gdańską. Czuje się tu dobrze, klimat nadmorski mi sprzyja. W momencie kiedy skończę etap kariery sportowej, to na pewno zostanę blisko żeglarstwa i będę pracował nad wodą. Moim szczęściem jest to, że rodzinnie uwielbiamy sporty wodne, wobec czego czas zawodowy i prywatny spędzamy w pobliżu zbiorników wodnych.
Chciałbyś aby Twój syn poszedł w Twoje ślady, czy dasz mu wolną rękę?
Wielokrotnie padały już takie pytania: „co będzie robił mały Krzysiu w przyszłości”. Ja odpowiadam na to „Mały Krzysiu sam wybierze”. Ja chętnie nauczę go grać w żeglować, grać w piłkę i kilku innych aktywności. Obojętnie co wybierze, będę stał za nim murem.
Jak zaczęła się Twoja współpraca z Łukaszem Przybytkiem, która trwa po dziś dzień?
Zaczęliśmy współpracować ze sobą w 2010 roku. Nauczyliśmy się siebie, dużo nam pomogła praca w projekcie „Silna Kadra Olimpijska”, gdzie pracowaliśmy z trenerami mentalnymi. Przekonany jestem, że osobą spajającą całą Naszą współpracę i zespół jest trener Kacprowski. Tp On kiedyś wymyślił, że stworzy grupę, określił jakich potrzebuje ludzi – My z Łukaszem wspólnie się pod tym podpisaliśmy i stworzyliśmy załogę w zespole 49er Team Polska.
Poprzez wykonywaną pracę zapewne większość roku kalendarzowego spędzacie razem. Bywa czasem tak, że po prostu musicie od siebie odpocząć?
Myślę, że nauczyliśmy się na tyle ze sobą współpracować. Mamy różne charaktery, różne rzeczy nas interesują. Każdy ma życie prywatne, spotykamy się na treningach – ale odpoczywamy osobno.
Jak wspominasz Igrzyska Olimpijskie w Londynie w 2012 roku?
Byłem świeżakiem, było to dla mnie coś magicznego. Moje szkolenie w Kadrze Narodowej było bardzo krótkie, trafiłem do niej w październiku 2010 roku. Połączyliśmy swoje siły z Łukaszem i dołączyłem do zespołu. Nie mając doświadczenia, ale czując dobre fllow, wygraliśmy eliminacje i pojechaliśmy reprezentować Polskę do Londynu.
Mimo bycia „świeżakiem”, jak sam powiedziałeś. Czułeś na swoich barkach odpowiedzialność?
Czułem dużą odpowiedzialność, nadal tak jest. Podjąłem się pracy w reprezentacji, ze wszystkimi obowiązkami z nią związanymi. Przed samymi Igrzyskami było wiele emocji, na przykład podczas zaprzysiężenia olimpijczyków, gdy do Sopotu przyjechał Prezydent. Spotkania z mediami i całą otoczką medialną mogą wywołać wiele niepotrzebnych emocji. My na szczęście byliśmy pod opieką Trenerów, którzy powtarzali, że najważniejsza jest systematyczna praca nad tym, by żeglować szybko i mądrze.
Brałeś udział także w Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janerio w 2016 roku. Czułeś się już bardziej doświadczony niż te 4 lata wcześniej?
Stanowczo tak. Był to okres, gdzie minęły 4 lata, było dużo startów m.in. w Mistrzostwach Świata i Europy. Starty czasem były lepsze, czasem gorsze, ale każdy wniósł wiele do naszego doświadczenia. Umiejętność przegrywania i wyciągania wniosków jest ogromnie ważna w każdej dziedzinie życia. Tak samo w żeglarstwie. W 2015 roku zaliczyliśmy mocny sezon. Miałem poczucie, że nauczyliśmy się dużo i do Rio jedziemy walczyć jak równi z równymi.
Mamy XXI wiek. Co Ciebie denerwuje? I co zmieniłbyś w obecnym świecie?
Podróżując wiele i obserwując ludzi w około dochodzę do wniosku, że zamieniłbym tą panującą obojętność . Jestem osobą, która patrzy na relacje z ludźmi i brakuje mi uśmiechu.
Jeździmy w różne zakątki świata, są rejony gdzie ludzie są bardziej otwarci i uśmiechnięci. Myślę, że to w prowadziłoby wiele dobrego. Tego życzę Tobie, Twoim czytelnikom oraz wszystkim, którzy otaczają nas na co dzień.
WSZYSTKIE PRAWA DO PUBLIKACJI WYWIADU ZASTRZONE !
Zapraszam do wywiadu pt. „Żeglarstwo – od zainteresowań do pasji”.
Jak wspominasz swoje początki?
Paweł Kołodziński: Moje żeglarskie początki są dosyć specyficzne. Pierwszym obozem w życiu był obóz żeglarski w Gdańsku, Górkach Zachodnich. Po zakończeniu obozu powiedziałem, że już nigdy więcej żaglówek. Byłem najmłodszy, było strasznie dużo wiatru, przestraszyłem się. Taki było pierwsze doświadczenie. Przez kolejne trzy lata doświadczyłem innych aktywności. Był obóz harcerski (bez mundurów) w lesie, pojechałem także w góry na kilkunastodniową kolonie. Ale cały czas to nie było „to coś”.
Moja Mama zawsze miała z tyłu głowy, że żeglarstwo to piękny sport. Po wakacjach w 1998 roku zapytała mnie czy nie chciałbym trafić na zajęcia do szkółki żeglarskiej Trenera Waldemara Jareckiego. Zgodziłem się. Pojechaliśmy na jedne z pierwszych zajęć na łódeczkach klasy Optymist do Jachtklubu Stoczni Gdańskiej. Gdy wchodziłem do łódki, zrobiłem to na tyle niezgrabnie, że wpadłem do wody. Znalazłem się obok łodzi. Niech rodzice początkujących dzieci pamiętają, by mały żeglarz miał rzeczy na zmianę. Ja wtedy nie miałem i zostałem odziany w pożyczone, suche rzeczy. Takie to były początki. Pomysł żeglarskiego obozu i zajęć w szkółce był mojej Mamy. Za co jestem Jej bardzo wdzięczny.
W Twojej dotychczasowej karierze zdarzały się, że miałeś nadzwyczajnie dosyć? A może ten sport wciągnął Cię na tyle, że żeglowałeś dalej?
Szczerze powiem, że wspólnie z Łukaszem żeglujemy od lat, jest to nasza forma spełnienia. Codzienna praca jest skierowana na realizację celów sportowych, które wspólnie ułożyliśmy. Na co dzień jest to mozolna praca, z dala od domu i bliskich. Ale wierzymy w to co robimy, widzimy w tym sens i przemy naprzód.
Każda dyscyplina sportowa, wiąże się z pewnymi wyrzeczeniami. Jak Ty sobie z tym poradziłeś?
Radzę sobie z tym dzięki wsparciu najbliższych. Jestem człowiekiem rodzinnym, na studiach poznałem swoją żonę – jesteśmy małżeństwem, mamy dziecko. Właśnie przy wsparciu Łucji i najbliższych, mogę pozwolić sobie na tak częste wyjazdy. Oczywiście często jest to męczące, ale wspólnie dajemy radę. Staram się być dla Niej podporą w Jej dział.
Sport sportem, ale przyjdzie kiedyś taki czas, że trzeba będzie zrezygnować. Można zatem zaryzykować stwierdzenie, że swoją dalszą przyszłość, nadal będziesz wiązał z wodą?
Zdecydowanie tak. Jestem z Gdańska, urodziłem się i wychowałem nad Zatoką Gdańską. Czuje się tu dobrze, klimat nadmorski mi sprzyja. W momencie kiedy skończę etap kariery sportowej, to na pewno zostanę blisko żeglarstwa i będę pracował nad wodą. Moim szczęściem jest to, że rodzinnie uwielbiamy sporty wodne, wobec czego czas zawodowy i prywatny spędzamy w pobliżu zbiorników wodnych.
Chciałbyś aby Twój syn poszedł w Twoje ślady, czy dasz mu wolną rękę?
Wielokrotnie padały już takie pytania: „co będzie robił mały Krzysiu w przyszłości”. Ja odpowiadam na to „Mały Krzysiu sam wybierze”. Ja chętnie nauczę go grać w żeglować, grać w piłkę i kilku innych aktywności. Obojętnie co wybierze, będę stał za nim murem.
Jak zaczęła się Twoja współpraca z Łukaszem Przybytkiem, która trwa po dziś dzień?
Zaczęliśmy współpracować ze sobą w 2010 roku. Nauczyliśmy się siebie, dużo nam pomogła praca w projekcie „Silna Kadra Olimpijska”, gdzie pracowaliśmy z trenerami mentalnymi. Przekonany jestem, że osobą spajającą całą Naszą współpracę i zespół jest trener Kacprowski. Tp On kiedyś wymyślił, że stworzy grupę, określił jakich potrzebuje ludzi – My z Łukaszem wspólnie się pod tym podpisaliśmy i stworzyliśmy załogę w zespole 49er Team Polska.
Poprzez wykonywaną pracę zapewne większość roku kalendarzowego spędzacie razem. Bywa czasem tak, że po prostu musicie od siebie odpocząć?
Myślę, że nauczyliśmy się na tyle ze sobą współpracować. Mamy różne charaktery, różne rzeczy nas interesują. Każdy ma życie prywatne, spotykamy się na treningach – ale odpoczywamy osobno.
Jak wspominasz Igrzyska Olimpijskie w Londynie w 2012 roku?
Byłem świeżakiem, było to dla mnie coś magicznego. Moje szkolenie w Kadrze Narodowej było bardzo krótkie, trafiłem do niej w październiku 2010 roku. Połączyliśmy swoje siły z Łukaszem i dołączyłem do zespołu. Nie mając doświadczenia, ale czując dobre fllow, wygraliśmy eliminacje i pojechaliśmy reprezentować Polskę do Londynu.
Mimo bycia „świeżakiem”, jak sam powiedziałeś. Czułeś na swoich barkach odpowiedzialność?
Czułem dużą odpowiedzialność, nadal tak jest. Podjąłem się pracy w reprezentacji, ze wszystkimi obowiązkami z nią związanymi. Przed samymi Igrzyskami było wiele emocji, na przykład podczas zaprzysiężenia olimpijczyków, gdy do Sopotu przyjechał Prezydent. Spotkania z mediami i całą otoczką medialną mogą wywołać wiele niepotrzebnych emocji. My na szczęście byliśmy pod opieką Trenerów, którzy powtarzali, że najważniejsza jest systematyczna praca nad tym, by żeglować szybko i mądrze.
Brałeś udział także w Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janerio w 2016 roku. Czułeś się już bardziej doświadczony niż te 4 lata wcześniej?
Stanowczo tak. Był to okres, gdzie minęły 4 lata, było dużo startów m.in. w Mistrzostwach Świata i Europy. Starty czasem były lepsze, czasem gorsze, ale każdy wniósł wiele do naszego doświadczenia. Umiejętność przegrywania i wyciągania wniosków jest ogromnie ważna w każdej dziedzinie życia. Tak samo w żeglarstwie. W 2015 roku zaliczyliśmy mocny sezon. Miałem poczucie, że nauczyliśmy się dużo i do Rio jedziemy walczyć jak równi z równymi.
Mamy XXI wiek. Co Ciebie denerwuje? I co zmieniłbyś w obecnym świecie?
Podróżując wiele i obserwując ludzi w około dochodzę do wniosku, że zamieniłbym tą panującą obojętność . Jestem osobą, która patrzy na relacje z ludźmi i brakuje mi uśmiechu.
Jeździmy w różne zakątki świata, są rejony gdzie ludzie są bardziej otwarci i uśmiechnięci. Myślę, że to w prowadziłoby wiele dobrego. Tego życzę Tobie, Twoim czytelnikom oraz wszystkim, którzy otaczają nas na co dzień.
WSZYSTKIE PRAWA DO PUBLIKACJI WYWIADU ZASTRZONE !
Komentarze
Prześlij komentarz