Trzy lata nauki w liceum minęły jak z bicza strzelił. Aż nadszedł długo oczekiwany przez wszystkich czas, czas przygotowań do studniówki. Nie byłem do końca przekonany, czy na nią iść bo pojawił się ten sam problem co w gimnazjum – brak partnerki do poloneza :( . Kiedy druga „połówka” się znalazła, zrodził się następny problem. Aby móc zatańczyć cały układ poloneza potrzebowałem jeszcze jednej osoby do poprowadzenia wózka. Pomógł mi kumpel (za co mu dziękuję).
Nadszedł wielki wieczór. Kiedy wszyscy zebraliśmy się w hotelu, pełni wrażeń w garniturach i długich pięknych sukniach. Wtem padło hasło „Poloneza czas zacząć!” Tańczyłem w drugiej turze. Kiedy stanąłem na środku sali i zobaczyłem kamery, fotografów oraz gości skupionych na naszej grupie, pojawił się lekki stres. Muzyka zaczęła grać. Ruszyłem :) . Polonez wyszedł znakomicie, po nim emocje opadły całkowicie. Zabawa była naprawdę ŚWIETNA ! Prawie w ogóle nie schodziłem z parkietu :D . Co ważne tańczyli z nami nauczyciele. Pod koniec imprezy, a trwała ona do białego rana straciłem głos, do tego stopnia, że „rozmawiałem” na migi. Parę dni później dowiedziałem się, że byłem pierwszą osobą w historii szkoły, która zatańczyła poloneza na wózku. Gdyby można było to powtórzyć poszedłbym na studniówkę raz jeszcze :)
NIE WAŻNE JEST CZY TAŃCZYSZ NA POCZĄTKU ALBO NA KOŃCU. ISTOTNE JEST TO, ŻE MOŻESZ TAŃCZYĆ ZE WSZYSTKIMI.
Komentarze
Prześlij komentarz