Kiedy się urodziłem okazało się wówczas, że jestem chory na mózgowe porażenie dziecięce. Miałem lewostronny wylew, którego skutki widoczne są do dnia dzisiejszego. Lekarze dawali mi znikome szanse na przeżycie… Mówili wtedy: „Jak przeżyje, to nie będzie mówił, słyszał… będzie roślinką”.
Wiara moich rodziców oraz mojej rodziny była tak wielka, iż z pomocą Pana Boga – żyje ! I dałem radę przezwyciężyć te wszystkie trudności, o których mówili lekarze. Będąc małym chłopcem, zapytałem kogoś z moich bliskich „Czemu tak jest, że ja nie mogę chodzić?” Wtedy byłem w takim wieku, że ciężko mi było to zrozumieć. Lata mijały, ja dorastałem i sam zacząłem poznawać tajniki swojej choroby na czym ona polega, jakie są jej przyczyny oraz skutki. Z tą chorobą miałem również „niemiłe wspomnienia”, kiedy szedłem ulicą, ludzie bali się do mnie podejść, tłumacząc się tym, że się ode mnie zarażą.
„Przełom” nastąpił w 2001 r., kiedy to 26 maja przystąpiłem do Pierwszej Komunii Świętej, wtedy to moja wiara w Pana Boga jeszcze bardziej się pogłębiła. Od tego dnia Pan Jezus zamieszkał w moim sercu i mogłem już też w pełni uczestniczyć we Mszy Świętej, przyjmując Ciało Chrystusa. Dzięki tym wszystkim zdarzeniom zrozumiałem, czemu jestem w takiej sytuacji. Może tak właśnie miało być, może przez tą chorobę mam jakąś misję do spełnienia….
Lekarze powiedzieli mi ponad dwadzieścia lat temu, że nie będę normalnie funkcjonował. Ja rozumiem, mówię, piszę itd., a przede wszystkim cieszę się życiem. Jestem normalnym człowiekiem, tak jak każdy inny na tym świecie. Jedyne co nas różni, to wózek, a na nim też mogę być w pełni aktywny. To wszystko dzięki mojej wierze, modlitwie oraz wsparciu rodziny i przyjaciół.
W MODLITWIE DRZEMIE OGROMNA SIŁA !
Komentarze
Prześlij komentarz