J.R: Twoim zdaniem. Dzisiejsza publiczność jest bardziej wymagająca, niżeli kiedyś?
K.S: Dzisiejsza publiczność jest z mocno zblazowana. Dlaczego? Bo wszystko dostępne jest w Internecie. Kiedyś jak przyjeżdżał zespół z Zachodu, to naprawdę było to wielkie święto. Wtedy ten artysta był mniej dostępny, a dzisiaj dzięki Internetowi możesz wejść na stronę zupełnie nikomu nieznanego ciekawego zespołu np. z Nowej Zelandii czy USA. Kiedyś nie było tej możliwości, to jest oczywiście plus bo dawniej trzeba było mieć znajomych za granicą , aby nam płyty przesyłali. Słuchaliśmy radia, jakie nurty? jacy wykonawcy są teraz modni?, wszystko to docierało do nas z opóźnieniem. Obecnie tak nie jest i dobrze, bo sami otworzyliśmy się na świat, jesteśmy członkami NATO i Unii Europejskiej. Jeśli chodzi natomiast o Internet, to tam wszystko jest i ten rozwój cywilizacji technicznej trochę nam ułatwił połykanie świata także muzycznie. Uważam, że nie ma szacunku do muzyki, to znaczy że w każdej chwili możemy zobaczyć każdy teledysk w Internecie przez dostępność wszystkiego na portalach. Dzisiaj recenzentem może być każdy, nawet ten co jest głuchy i nie ma pojęcia ani wiedzy muzycznej. Kiedyś recenzje pisali znani dziennikarze np. Wojciech Mann, Wiesław Królikowski, Marek Wiernik czy Marek Niedźwiedzki. Jeżeli oni się podpisali pod jakąś recenzją, to było coś. To dla melomanów była cenna wskazówka. Dzisiaj takich przewodników nie ma, bo każdy jest sobie sterem i okrętem. Z jednej strony są plusy, ale także minusy takiej sytuacji. pytanie brzmi: kto ma wychować to młode pokolenie i pokazać im jaka jest tradycja i kto grał wcześniej? Oczywiście, są tacy co sami do tego dojdą, ale z pewnością brakuje nam autorytetów muzycznych, a nawet jak gdzieś są to ich głosy nikną we wrzasku i tyglu internetowego kotła. Muzyka jest świetną sprawą, pozwala rozwijać wrażliwość i wyobraźnię, jeśli stanie się pasją, to może być nawet przygodą życia. Natomiast większość nastawia się nie na przeżywanie muzyki, ale na bezrefleksyjne konsumowanie obrazków czyli płaskie ślizganie się po YouTube.
J.R: Jesteś znany z bardzo odważnych wypowiedzi, na które ludzie różnie reagują. Nie obawiasz się późniejszych konsekwencji?
K.S: Udzieliłem już setki bardzo ciekawych i mniej ciekawych wywiadów. Większość z nich nie mam nawet z archiwizowanych. Natomiast jeśli jakaś znana osoba wypowiada się na kontrowersyjne tematy, to trzeba się uzbroić w naprawdę gruby pancerz i liczyć z atakami. Ja mam jedną zasadę dotyczącą zaczepek internetowych: po prostu staram się tym nie przejmować. Oczywiście w morzu komentarzy zawsze należy spodziewać się sporej ilości błota i bełkotu, zwłaszcza wówczas, gdy mówi się rzeczy niepopularne. Powiem tak: dla wielu internautów komentowanie bez dowalenia nie daje przyjemności. Nawet jeżeli nie ma do czego się przyczepić w danym wywiadzie, to znajdzie się taki, który przyczepi się do twojej płyty z przed 10 lat. Najgorsze jednak jest wyciąganie wad fizycznych, to jest rozpaczliwe i żałosne ponieważ w tej sytuacji jest brak argumentów. My, faceci jakoś sobie z tym poradzimy, ale gorzej z dziewczynami. Taka sytuacja: jest w sieci zdjęcie ładnej dziewczyny, która gra w filmie lub nagrała płytę. Wiele ataków nie dotyczy jej gry aktorskiej czy śpiewu, ale tego jak się ubrała i jak wygląda. Tacy jesteśmy. To przykre.
J.R: Co myślisz o dzisiejszej scenie politycznej?
K.S: Myślę, że w tej kwestii nie dokonam żadnego odkrycia, jest zabetonowana. Widać ten męczący podział Polska Platformy Obywatelskiej (PO) i Polska Prawa i Sprawiedliwości (PIS). W tych wyborach nadspodziewany dobry wynik Polskiego Stronnictwa Ludowego (PSL) i całkowita, wręcz zaskakująca klęska lewicy spod znaku SLD. Małe partie od dłuższego czasu mają problem z przebiciem się, ale jeżeli komuś znudziła się PO, a komuś PIS, a takich ludzi który mają dość obu głównych partii jest wielu, może nie są większością, ale jest ich sporo, szczerze mówiąc, tak naprawdę ci ludzie nie mają na kogo głosować. Próbował Palikot. Podlizywał się młodzieży, atakował Kościół, usiłował być bardzo nowoczesny i zdechł. Jego partia to trup. Później chwilowym fenomenem był Janusz Korwin Mikke. Jego gwiazda zgasła jeszcze szybciej. Teraz pewnie znowu wyskoczy jakiś nowy uzdrowiciel i obawiam się, że też marnie skończy. Daleki jestem od popadania w histerie w stylu PIS, gdzie wieszczy się upadek Polski i absolutny dramat kraju. Rozumiem też znudzenie Platformą, wkurzenie na ich liczne wpadki i blamaże, ale jakoś nie potrafię uwierzyć, że nadciąga wielka katastrofa, bo jej po prostu nie widzę. Ja wręcz widzę ludzi uśmiechniętych, widzę obywateli świetnie radzących sobie zawodowo, jeżdżących na dobre zagraniczne wakacje, mających ładne samochody, ludzi, którym żyje się wygodnie. Nie brakuje też biedy i patologii, problemem jest bezrobocie, potworna biurokracja, niewydolność służby zdrowia, ludzie wykluczeni, ale to tylko część prawdy o nas i naszym kraju. Przykre jest też to, że mało mamy polityków z klasą, o wysokiej kulturze i etyce. Ostatnie afery dotyczące nieuczciwych rozliczeń posłów za wyjazdy służbowe czyli tzw. kilometrówki dowiodły, że nasi politycy to w dużej mierze krętacze i mali kombinatorzy. Straszne! Zamiast przywódców mamy grupy beznadziejnych cwaniaczków.
J.R: Jak można byłoby cofnąć czas. Do jakiego etapu swojego życia powróciłbyś najchętniej?
K.S: Jak każdy w moim wieku chciałbym być młodszy! Na pewno chciałbym mieć mniej lat, niż mam. Do czasów PRL-u to nie za bardzo, ponieważ były to straszne i okropne czasy, ale gdyby była taka maszynka do przenoszenia się w czasie, to ja przeniósłbym się w okolicach swojej 30-stki. Ale tak na serio to świetnie czuję się ze sobą i swoimi latami. Mam ambitne plany i jeszcze wiele przede mną!
J.R: Mamy XXI wiek. Co Ciebie denerwuje? I co zmieniłbyś w obecnym świecie?
K.S: Denerwuje mnie to, że wciąż jest w stosunkach międzypaństwowych w Europie używany argument siły i straszenie przewagą militarną. Jest to przerażające. Okazuje się, że po latach względnego spokoju wróciliśmy do zasad znanych z okresu zimnej wojny. Wszyscy myśleliśmy naiwnie, że te czasy bezpowrotnie minęły. Przespaliśmy trochę w błogostanie czas, kiedy za wschodnią granicą udając normalnego, demokratycznego przywódcę wyrósł nam polityczny potwór czyli Władimir Putin. Osoba niebezpieczna, nieobliczalna, łamiąca prawa człowieka oraz wszelkie demokratyczne procedury, nastawiona na rozwiązania siłowe oraz ekspansję. Potęga i pazerność Putina to zły znak dla świata i Europy.
WSZELKIE PRAWA DO WYWIADU ZASTRZEŻONE
K.S: Dzisiejsza publiczność jest z mocno zblazowana. Dlaczego? Bo wszystko dostępne jest w Internecie. Kiedyś jak przyjeżdżał zespół z Zachodu, to naprawdę było to wielkie święto. Wtedy ten artysta był mniej dostępny, a dzisiaj dzięki Internetowi możesz wejść na stronę zupełnie nikomu nieznanego ciekawego zespołu np. z Nowej Zelandii czy USA. Kiedyś nie było tej możliwości, to jest oczywiście plus bo dawniej trzeba było mieć znajomych za granicą , aby nam płyty przesyłali. Słuchaliśmy radia, jakie nurty? jacy wykonawcy są teraz modni?, wszystko to docierało do nas z opóźnieniem. Obecnie tak nie jest i dobrze, bo sami otworzyliśmy się na świat, jesteśmy członkami NATO i Unii Europejskiej. Jeśli chodzi natomiast o Internet, to tam wszystko jest i ten rozwój cywilizacji technicznej trochę nam ułatwił połykanie świata także muzycznie. Uważam, że nie ma szacunku do muzyki, to znaczy że w każdej chwili możemy zobaczyć każdy teledysk w Internecie przez dostępność wszystkiego na portalach. Dzisiaj recenzentem może być każdy, nawet ten co jest głuchy i nie ma pojęcia ani wiedzy muzycznej. Kiedyś recenzje pisali znani dziennikarze np. Wojciech Mann, Wiesław Królikowski, Marek Wiernik czy Marek Niedźwiedzki. Jeżeli oni się podpisali pod jakąś recenzją, to było coś. To dla melomanów była cenna wskazówka. Dzisiaj takich przewodników nie ma, bo każdy jest sobie sterem i okrętem. Z jednej strony są plusy, ale także minusy takiej sytuacji. pytanie brzmi: kto ma wychować to młode pokolenie i pokazać im jaka jest tradycja i kto grał wcześniej? Oczywiście, są tacy co sami do tego dojdą, ale z pewnością brakuje nam autorytetów muzycznych, a nawet jak gdzieś są to ich głosy nikną we wrzasku i tyglu internetowego kotła. Muzyka jest świetną sprawą, pozwala rozwijać wrażliwość i wyobraźnię, jeśli stanie się pasją, to może być nawet przygodą życia. Natomiast większość nastawia się nie na przeżywanie muzyki, ale na bezrefleksyjne konsumowanie obrazków czyli płaskie ślizganie się po YouTube.
J.R: Jesteś znany z bardzo odważnych wypowiedzi, na które ludzie różnie reagują. Nie obawiasz się późniejszych konsekwencji?
K.S: Udzieliłem już setki bardzo ciekawych i mniej ciekawych wywiadów. Większość z nich nie mam nawet z archiwizowanych. Natomiast jeśli jakaś znana osoba wypowiada się na kontrowersyjne tematy, to trzeba się uzbroić w naprawdę gruby pancerz i liczyć z atakami. Ja mam jedną zasadę dotyczącą zaczepek internetowych: po prostu staram się tym nie przejmować. Oczywiście w morzu komentarzy zawsze należy spodziewać się sporej ilości błota i bełkotu, zwłaszcza wówczas, gdy mówi się rzeczy niepopularne. Powiem tak: dla wielu internautów komentowanie bez dowalenia nie daje przyjemności. Nawet jeżeli nie ma do czego się przyczepić w danym wywiadzie, to znajdzie się taki, który przyczepi się do twojej płyty z przed 10 lat. Najgorsze jednak jest wyciąganie wad fizycznych, to jest rozpaczliwe i żałosne ponieważ w tej sytuacji jest brak argumentów. My, faceci jakoś sobie z tym poradzimy, ale gorzej z dziewczynami. Taka sytuacja: jest w sieci zdjęcie ładnej dziewczyny, która gra w filmie lub nagrała płytę. Wiele ataków nie dotyczy jej gry aktorskiej czy śpiewu, ale tego jak się ubrała i jak wygląda. Tacy jesteśmy. To przykre.
J.R: Co myślisz o dzisiejszej scenie politycznej?
K.S: Myślę, że w tej kwestii nie dokonam żadnego odkrycia, jest zabetonowana. Widać ten męczący podział Polska Platformy Obywatelskiej (PO) i Polska Prawa i Sprawiedliwości (PIS). W tych wyborach nadspodziewany dobry wynik Polskiego Stronnictwa Ludowego (PSL) i całkowita, wręcz zaskakująca klęska lewicy spod znaku SLD. Małe partie od dłuższego czasu mają problem z przebiciem się, ale jeżeli komuś znudziła się PO, a komuś PIS, a takich ludzi który mają dość obu głównych partii jest wielu, może nie są większością, ale jest ich sporo, szczerze mówiąc, tak naprawdę ci ludzie nie mają na kogo głosować. Próbował Palikot. Podlizywał się młodzieży, atakował Kościół, usiłował być bardzo nowoczesny i zdechł. Jego partia to trup. Później chwilowym fenomenem był Janusz Korwin Mikke. Jego gwiazda zgasła jeszcze szybciej. Teraz pewnie znowu wyskoczy jakiś nowy uzdrowiciel i obawiam się, że też marnie skończy. Daleki jestem od popadania w histerie w stylu PIS, gdzie wieszczy się upadek Polski i absolutny dramat kraju. Rozumiem też znudzenie Platformą, wkurzenie na ich liczne wpadki i blamaże, ale jakoś nie potrafię uwierzyć, że nadciąga wielka katastrofa, bo jej po prostu nie widzę. Ja wręcz widzę ludzi uśmiechniętych, widzę obywateli świetnie radzących sobie zawodowo, jeżdżących na dobre zagraniczne wakacje, mających ładne samochody, ludzi, którym żyje się wygodnie. Nie brakuje też biedy i patologii, problemem jest bezrobocie, potworna biurokracja, niewydolność służby zdrowia, ludzie wykluczeni, ale to tylko część prawdy o nas i naszym kraju. Przykre jest też to, że mało mamy polityków z klasą, o wysokiej kulturze i etyce. Ostatnie afery dotyczące nieuczciwych rozliczeń posłów za wyjazdy służbowe czyli tzw. kilometrówki dowiodły, że nasi politycy to w dużej mierze krętacze i mali kombinatorzy. Straszne! Zamiast przywódców mamy grupy beznadziejnych cwaniaczków.
J.R: Jak można byłoby cofnąć czas. Do jakiego etapu swojego życia powróciłbyś najchętniej?
K.S: Jak każdy w moim wieku chciałbym być młodszy! Na pewno chciałbym mieć mniej lat, niż mam. Do czasów PRL-u to nie za bardzo, ponieważ były to straszne i okropne czasy, ale gdyby była taka maszynka do przenoszenia się w czasie, to ja przeniósłbym się w okolicach swojej 30-stki. Ale tak na serio to świetnie czuję się ze sobą i swoimi latami. Mam ambitne plany i jeszcze wiele przede mną!
J.R: Mamy XXI wiek. Co Ciebie denerwuje? I co zmieniłbyś w obecnym świecie?
K.S: Denerwuje mnie to, że wciąż jest w stosunkach międzypaństwowych w Europie używany argument siły i straszenie przewagą militarną. Jest to przerażające. Okazuje się, że po latach względnego spokoju wróciliśmy do zasad znanych z okresu zimnej wojny. Wszyscy myśleliśmy naiwnie, że te czasy bezpowrotnie minęły. Przespaliśmy trochę w błogostanie czas, kiedy za wschodnią granicą udając normalnego, demokratycznego przywódcę wyrósł nam polityczny potwór czyli Władimir Putin. Osoba niebezpieczna, nieobliczalna, łamiąca prawa człowieka oraz wszelkie demokratyczne procedury, nastawiona na rozwiązania siłowe oraz ekspansję. Potęga i pazerność Putina to zły znak dla świata i Europy.
WSZELKIE PRAWA DO WYWIADU ZASTRZEŻONE
Komentarze
Prześlij komentarz